Wrocław za 4 lata – opowieści

IMG_8815.jpg
Wrocław za 4 lata – opowieści uczestników warsztatów we Wrocławiu (pod opieką Magdy Piekarskiej)

Ada
Dzwoniło mi w uszach. Budzik uraczył mnie jak zwykle nieprzyjemnym dźwiękiem. Przetarłam oczy i wstałam. Na zewnątrz było jeszcze ciemno.
Z mieszkania wyszłam wcześniej niż zwykle, godzinę przed uruchomieniem metra. Postanowiłam się przejść.
Dawno tu nie byłam. Od dwóch lat mieszkam przecież w Londynie, a to mieszkanie wynajęłam na kilka dni. Chciałam zrobić niespodziankę rodzicom i siostrze.
Dużo się zmieniło. Woda w rzece była czystsza niż pamiętałam. Powstało więcej sklepów, wybudowano więcej kościołów i szkół. Mimo to Wrocław wydawał się jakiś taki… ubogi. Kiedyś tętnił życiem, dziś miał o wiele mniej mieszkańców.Czasy się zmieniły. Absolwenci studiów nie chcieli zostawać w Polsce, podatki w kraju wzrosły. Nawet teraz, chociaż zbliżała się Wigilia, nie czuło się tej przyjemnej atmosfery, którą stąd pamiętałam. Podeszłam do witryny jednego ze sklepów – ceny znacznie wzrosły, zwłaszcza że od trzech lat w naszym kraju obowiązywało euro. Zrezygnowana udałam się w kierunku filharmonii, żeby sprawdzić, co grają. Większość programu stanowiły msze, pastorałki oraz chorały. Dziś we Wrocławiu mało kto grał Beethovena czy Mendelssohna. Moda również się zmieniła. Dziewczyny nosiły wydekoltowane bluzki, ubierały się wręcz krzykliwie. Czułam się nieswojo w grubym płaszczu, wełnianym szaliku i czapce. Oczy przechodniów skierowane były w moją stronę. Speszona otoczeniem udałam się w kierunku metra.

Johan Wooho Lee
Poniedziałek
Kolejny dzień nadszedł, wstałem z łóżka. Na szczęście to poniedziałek – wolne od szkoły, mogę włączyć telewizję. Kolejne wybory – kandydaci to Braun, Korwin i Ogórek. Jutro podadzą nam oficjalne wyniki. Dziś nie miałem co robić, więc postanowiłem odwiedzić Marsa, gdzie mieszka Kuba. Ta planeta bardzo się zmieniła. Byłem przekonany, że dopiero za pięćdziesiąt lat będzie nadawała się do życia. A tymczasem okazało się, że już dziś mogę z Kubą wybrać się do kina na „Avengers 5”. Film był fajny, tym bardziej że oglądaliśmy go w wersji 7D, która pojawiła się zaledwie tydzień temu. Po filmie poszliśmy na kolację z innymi kolegami. Zjadłem naprawdę pysznego łososia z ziemniakami w Macu. Następnie zmęczony wróciłem do domu.
Wtorek
Dzisiaj o 12 podali oficjalne wyniki, ale wciąż nie wiem, kto wygrał. Od 11 jestem w szkole i kończę zajęcia dopiero o 17.

Kuba
Idę sobie przez Wrocław. Nie jadę autobusem, bo w ramach zachęcania społeczeństwa do korzystania z transportu publicznego znowu podnieśli ceny biletów. Ulgowy kosztuje 9, a normalny aż 10 złotych!
Idę więc. Po drodze wchodzę do baru. Od jakiegoś czasu nigdzie nie można dostać ruskich! To dlatego że polskie rolnictwo zbankrutowało i nie ma prawie nic do jedzenia. Są tylko pierogi z grzybami i naleśniki.
Nie lubię grzybów, więc biorę naleśniki. Siadam przy stole. Czekając na posiłek, sprawdzam wiadomości w internecie. Czytam: „Izolator Boguchwała zdobywa Puchar Polski”. Myślę sobie: żenada! Czytam dalej: „została rozpoczęta budowa ostatniego odcinka autostrady A4. Inwestycja ta będzie kosztować piętnaście pierdylionów euro”. Dostałem te naleśniki. Zjadłem. Wychodzę.
Po drodze miałem jeszcze zrobić zakupy. Wchodzę do Biedronki. Wszystko drogie. Cytryny – 5 euro za sztukę, proszek do prania – 10 euro za opakowanie, chleb – 3 euro za pół bochenka. Kupuję tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Idę do kasy i słyszę, że mam zapłacić 50 euro. Niestety, mam tylko 20. Szukam w kieszeni, wyskubuję jakąś piątkę. I tak za mało! No cóż, chyba kolacji dziś nie będzie.
Wychodzę. W domu włączam telewizor. Polityka. Zaczyna mnie to męczyć. Kładę się na kanapie. Zmęczony po całym dniu zasypiam…

Dagmara
Obudziłam się rano, wstałam i zaspana wyjrzałam przez okno. Jak zwykle przed moim domem śmigały roboty koszące trawę, grabiące liście i wywożące śmieci. Poszłam do łazienki, żeby się umyć. Kabina podawała mi kolejno szampon, żel do ciała i ręcznik. Ubrałam się i byłam gotowa do wyjścia.
Zabrałam plecak i wychodząc z domu wcisnęłam guzik zamawiający dziesięć słoików nutelli. Wsiadłam do samochodu, wpisując w nawigację adres szkoły. Na szczęście, kiedy pojawiły się modele bez kierownicy, skrzyni biegów i hamulca, było sporo miejsca na wygodną kanapę, na której mogłam swobodnie się wyciągnąć i pospać jeszcze piętnaście minut. Pod szkołą wpisałam w nawigację hasło „dom” i wysiadłam.
Tak wyglądał mój dzisiejszy poranek.

Aleksy
Wstałem o 5 rano. Teraz jem chleb. Zaraz idę na mszę do pobliskiego kościoła na ul. J. Kaczyńskiego. Po mszy idę do szkoły. W szkole mam tylko 10 lekcji: cztery godziny polskiego, cztery godziny katolicyzmu i dwie godziny łaciny. Po szkole idę z kolegami na kamieniowanie pod pręgierz na pl. Ofiar Smoleńskich. O 16 jak co dzień modlimy się przed obiadem. Potem idę z mamą postać w kolejce po chleb. Wieczorem napiszę list do kolegi, który wyślę jutro na poczcie.